
Gracze wcielają się w role koneserów malarstwa starających się zaimponować kolegom po fachu poprzez utworzenie najznamienitszej kolekcji dzieł! Gracze będą licytować obrazy, a następnie wieszać je w osobistej galerii w swojej rezydencji, starając się wzbudzić zazdrość lokalnego środowiska artystycznego. Koneserzy muszą się jednak strzec! Moda bywa kapryśna, a trendy trudne do przewidzenia. Obrazy niewylicytowane przez graczy trafiają do muzeum, co w znaczący sposób wpływa na wartość ich osobistych kolekcji. Czyja kolekcja znajdzie się na ustach całego miasta?







© 2024-2026 jakaplanszowka.pl | Szablon graficzny: W3layouts
dobra gra, lubię ją, ma swoją specyfikę (8 / 10)
dobra gra, lubię ją, ma swoją specyfikę (8 / 10)
Przygotowanie
Art Society to gra o tworzeniu na ścianie (czyli na planszetce gracza) tableau z reprodukcji obrazów. Chociaż reprodukcja to niekoniecznie dobre słowo, bo autorzy gry poukrywali różne smaczki w galerii. Przykładowo zamiast Damy z gronostajem mamy damę z jakąś wydrą. Obrazy są całkiem przyjemne, jest ich dużo i są w różnych rozmiarach. Te najmniejsze jednak są jednak mało czytelne. Obrazy mieszczą się w dobrze pasującej welurowej wyprasce (pudełko jest dopasowane do zawartości, dzięki czemu obrazy się nie wysypują przy przenoszeniu) i używaliśmy jej podczas gry, bezpośrednio wyjmując z niej dzieła. Poza tym są elementy dekoracyjne (małe i wąskie, których celem jest zapełnianie dziur i dawanie dodatkowych punktów), plansza punktacji, plansze gracza oraz dość cienkie i delikatne karty do licytacji w kształcie podnoszonych tabliczek. Z kolei kafelki obrazów i planszetki to gruba tektura. Widać więc, że wykonanie jest w większości bardzo dobre, ale nieco nierównomierne. Przygotowanie gry to rozdanie graczom planszetek, obrazów startowych i 20 tabliczek. Natomiast - aby to było takie łatwe na początku - to składanie musi być zdecydowanie czasochłonne. Każdy obraz należy włożyć do przegródki o jego kształcie i wartości, podzielić według rozmiaru elementy dekoracyjne oraz posortować kolejno cztery zestawy tabliczek. Łącznie zajmuje to kilkanaście minut. Są w grze elementy, bez których można się obejść - jak chmurki licytacyjne (my wybieraliśmy obrazy z pudełka, pomijając ten krok), znacznik pierwszego gracza i tarcze graczy (to można spokojnie pamiętać) czy dokładanie obrazów w muzeum po obu stronach. Zdecydowanie brakuje natomiast notesu punktacji na koniec - bo kategorii do sumowania jest sporo. Aha, i warto wspomnieć o pudełku, które jest dwuwarstwowe - obrazy są na nim zagłębione, jak w prawdziwych ramach.
Gra
Zacznę może do tego, że moim zdaniem przyjemność z gry jest większa niż wydawała się na początku po zobaczeniu pudełka i przeczytaniu instrukcji. Da się tutaj pójść różnymi strategiami i nie ma natłoku kwestii, na które trzeba zwracać uwagę. Schemat gry jest prosty. W swojej turze gracz wybiera zakryte obrazy według preferencji wielkości i kształtu (liczba graczy + 1) i je odkrywa. Następnie gracze licytują kolejność dobierania obrazu. Wielkiej strategii tu nie ma - jeżeli tylko konkretny obraz nam pasuje, staramy się wylicytować pierwszeństwo, jeżeli jest nam obojętne (zwykle na początku gry) to dajemy najniższe oferty. Potem kolejno dobieramy po jednym obrazie i umieszczamy na planszy. Większość reguł jest podobna jak w abstraktach - muszą obrazy mieć prawidłową orientację, mieścić się na ścianie i sąsiadować ze sobą. Natomiast aby zyskać najwięcej punktów staramy się, aby sąsiednie ramy obrazów były tego samego rodzaju (za to dostajemy elementy dekoracyjne - one przynoszą sporo punktów i zajmują mało miejsca, więc to ważna kwestia) i jednocześnie obrazy z tej samej kategorii (cztery kolory pod obrazem) ze sobą nie sąsiadowały. Są jeszcze poboczne kryteria, jak narożniki i linia widoku. Najwięcej punktów dają obrazy z kategorii o największym prestiżu. Natomiast w trakcie gry nie wiemy, która kategoria będzie miała największy prestiż. Ten zwiększają kategorię obrazów, których nikt nie wybrał (kategoria przesuwa się o wartość tego obrazu na rewersie). Czyli innymi słowy najrzadziej wybierane kategorie będą najlepiej punktowane. I tutaj dzieje się głębsza strategia, bo możemy celowo licytować słabo, dobierać na końcu i wpływać na kategorie generujące prestiż. Maksymalnie jest 20 rund, ale gra skończy się wcześniej jak ktoś uzupełni całą ścianę albo ktoś dwukrotnie nie będzie mógł dobrać obrazu. Z ostatnim jest związana bardzo przydatne działanie, którego początkowo nie rozumiałem. Gdy nie możemy zmieścić obrazu na ścianie, możemy wymienić w ramach tej samej kategorii z obrazem z muzeum. Chodzi o to, żeby gracz, który potrzebuje obecnie duże obrazy (tak je dobiera w swojej turze), nie zakończył przedwcześnie gry innym graczom (mają obrazy bardziej rozproszone i te ogromne już się nie zmieszczą). Gra na pewno jest dobrze przemyślana i zbalansowana. Jest to abstrakt i to całkiem przyjemny, zarówno pod względem tempa gry, wyglądu jak i stylu gry. Znikoma interakcja występuje w podbieraniu obrazów podczas licytacji. To mocna pozycja - natomiast niekoniecznie unikatowa.