
Gra Esy floresy nawiązuje do wiktoriańskiej symboliki kwiatów, wykorzystywanej do przekazywania tajnych wiadomości między przyjaciółmi i kochankami. Prosta mechanika – ja dzielę, ty wybierasz – zawiera w sobie elementy blefu i strategii. Ten tytuł świetnie sprawdzi się zarówno w gronie początkujących, jak i bardziej zaawansowanych graczy.

Gry planszowe Łukasza i Pauliny

Planszą po kostkach





© 2024-2026 jakaplanszowka.pl | Szablon graficzny: W3layouts
niech zostanie w kolekcji, można co jakiś czas zagrać (7 / 10)
niech zostanie w kolekcji, można co jakiś czas zagrać (7 / 10)
Przygotowanie
To od czego chyba powinienem zacząć, to że gra Esy Floresy jest prosta. I w przygotowaniu i w rozgrywce. Jest w pudełku 18 kart, które należy potasować i umieścić zakryte. No i tyle. Na kartach są kwiaty (na plus że każdy jest inny) i wizualnie są one bardzo przyjemne. Są też krótkie sentencje, w stylu "Pragnę Cię", które mają nawiązywać do symboliki każdego z gatunków. Pudełko malutkie, bo w sumie głupio byłoby inaczej trzymać słownie osiemnaście kart (plus niewielki notes na punkty).
Gra
W grze dobieramy ze stosu dwie karty, podglądamy i pokazujemy kolejnemu graczowi - jedną odkrytą, drugą zakrytą. Ten decyduje się, którą kartę chce dodać do swojego bukietu. Runda się kończy, gdy każdy bukiet będzie miał 4 karty. Wtedy odkrywamy karty zakryte, wykonujemy akcje i podliczamy punkty. Koniec. Na pełną rozgrywkę wystarczy tak 10 minut. Nie jest to pasjans, ale myślenia wiele też nie trzeba, bo punktowanie jest w stylu "punkt za każdą kartę różową" albo "punkt za każdą kartę dobraną jako odkrytą". Twistem dającym klimat jest niewiadoma w postaci jednej z kart (i to niewiadoma do końca rundy), gdzie można trochę pokombinować. Całość - ze względu na możliwość pooglądania sobie kart z kwiatkami - jest całkiem miła.